Jestem cała twoja. Już po wejściu do pokoju. Krzyczy zdeformowany instynkt w jej czarnej bluzce. Ładnie ci w czarnym. Dla mnie to za wiele, za bardzo widoczna namiętność, odwracam wzrok. Odpycha mnie to. Gdyby mogła, zjadłaby wszystko - gładką twarz z czarnymi kropkami zarostu pod nosem. To straszne, ale chcę zapytać: mogę dotknąć twój fałd mongolski? Nasze zwierzę ogarnia fala agresji. Czterech po wojsku i Jun Pyo nie utrzymują w klatce rąk jego irracjonalnej nienawiści. Go Eun przemierza korytarze śląc przekleństwa do drzwi. Mam lęk wysokości. Wyobrażam sobie, jak lecę w dół, jak roztrzaskuję się na asfalcie, jak to boli. Nie podejdę bliżej. Chyba że alkohol, wtedy denerwuję sam siebie, staję tak blisko... Zawsze tak miałem. To tak jak z postrzeganiem dni w konkretnych kolorach. Jun Pyo, mój rywalu w bliźniaczo żółtej koszulce. Hyunjung zakrywa brzuch. 50 czy 55 to przecież żadna różnica. Wraca jutro. Czyli dzisiaj. Płacze, robi zdjęcia. Jest mi wstyd za zwierzę. Bo mamy to samo obywatelstwo. Go Eun robi placki z kimchi. Podaje herbatę o smaku kukurydzy czy kaszy. Umma, pozmywam ci naczynia. Coś pod włosami mówi mi, że nie tak. Jest cudownie i wspaniale, tulimy Hyunjung i śpiewamy Big Bang, ale nie jest tak. Czegoś brakuje. Oppa podaje szklankę soju. Oficjalnie zostałam młodszą siostrą, choć z Kamilem zamieniliśmy się płciami. Gorzki smak Korei. Odwróć się i zakryj twarz. Na szczęście z oczu znika mi zalegająca na łóżku namiętność i chyba, tak, to łokieć. Na balkonie - teraz będę cała twoja, tylko dla ciebie. Wygina się i pręży, ale to raczej godne pożałowania, więc ripostuję: sorry, kochana, jesteś rocznik 87, przecież wiesz, że dla mnie istnieje tylko to, co zaczyna się od 90. Oppa podarował nam koreańskie paczki papierosów. Dziękuję, Oppa! Sung Gyu przedstawia się jako Ogórek. Jeśli nie dostanie pracy w Korei, zostanie żebrakiem w Polsce, idealnie wczuwa się w rolę, zbiera rekwizyty ze stołu i posługuje się nimi z mistrzowską precyzją. Zostajesz na noc? Jun Pyo uśmiecha się tymi niebieskimi oczami w gęstwinie ciemnych włosów. Nie. Nie zostaję. Mój grande finale to Hyuntek. Bitwa na muzykę. Hyuntek przynosi francuskie wino i jestem już cała jego. Wędrujemy, nakładamy się na siebie, przecinamy swoje szlaki. On ma takie piękne niebieskie oczy! - wyrywa mi się do monitora. Hyuntek pod okularami zasłania oczy.
Z transkontynalnego pociągu w starym stylu wysiadają niemieccy turyści. Z wielkimi walizkami pakują się do białych autokarów. Na pociągu napisane: Mazury-Królewiec-Gdańsk.
Nie płakałam wczoraj. Ale, majimak sunmool, w tramwaju lecą mi łzy. Nie móc przytulić jej nigdy więcej z wyboru to nie to samo, co nie móc zrobić tego z przymusu. Tęsknię, Hyunjung.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz