18.5.09

Sprite i księżniczka

Niebezpiecznie jest tak szeptać. Nauczyliśmy się mówić, by krzyczeć lub milczeć. Gwiazdy gwałtownie potrzebują światła. Niesiemy w rękach latarki. Wdzieramy się przemocą do waszych ust i uszu. Oczy macie zamknięte. Samodzielnie wypełniamy przestrzenie poza horyzontem. Dotknięcie powietrza wywołuje dźwięk w łuku waszych pleców. Gdyby ziemia była czarna, wasza skóra prószyłaby jej blaskiem. Poddaję się waszej woli. Z pudełka wyciągam igłę. Jak smakują moje mięśnie? Jak oddzielić mięso od kości – długim cięciem wzdłuż czy urywanymi w poprzek? Igła jest gruba, zakończona wodnym uchem. Teraz nić. Czarny kontur nocy w Afryce. Duszę się od waszych twarzy. Nić w milczeniu przecina ucho. Ostatecznie. Nie obawiaj się, nic nie poczujesz. Skórki od chleba, plastikowych okularów. Czerni atramentu, którym pisało się ostatni miłosny list. Ale to minęło, wraz z pociągiem na podziemnej stacji. Zamykam oczy. Nie istnieją słowa. Palce, jeszcze delikatne, miękkie kawałki mięsa i ta zagrzebana wola. Nie ma odwzajemnienia. Jedna ręka trzyma fałd skóry, druga pewnym ruchem wbija igłę. Na dole i u góry. Poranione powieki drgają w ostatnich konwulsjach. Nakłuć jest coraz więcej, srebrny pas gwiazd otaczający pusty oczodół. Nić zrywa się zębami. Na końcu robi supeł. W ciemności sprawdza się naciągnięcie. Plan był długo rozpisywany na kartkach. Przy kubku kawy z infantylnym misiem. Oddech wyrównany od linijki. Każde spojrzenie zaplanowane. Pozbycie się ust okazało się zbyt ryzykowne. Jęki i pomruki – jakież absurdalne! Efekt napięcia zawsze uzyskuje się poprzez skrzypce. Oprócz funkcji ekspresywnej. Niesmacznie. Potem przyjdzie czas na uszy. W worku będzie kolejny worek. Nie znajdę wyjścia. Boli brzuch. Czy słońce jeszcze w ogóle potrafi zajść nad łąką?

Brak komentarzy:

.-