13.4.09

odchodzi się. zaczyna znikać. milczy albo nie przychodzi. w umysłach innych jest się bardziej wewnątrz - mocno, na czerwono i przy kawie. na zewnątrz wieje, długie palce wierzby poddają się sile wiatru. odchodzi się i nic się nie mówi. telefony, bramy, nigdzie się nie jest. aż ona płacze, choć do wewnątrz, to jednak głośno, a jest się przecież w gdańsku. jeszcze napisze się wiadomość potwierdzającą odejście. może kiedyś, przypadkiem, może celowo, ale nigdy. odchodzi się w grudniu, styczniu czy listopadzie, ale nigdy w kwietniu. nikt nie pyta, dlaczego się odchodzi. jest się już zamkniętym płaskim rozdziałem, słowa i gesty tracą magię, cząsteczki powietrza nie są wiecznością. odchodzi się. zamyka drzwi i koniec. albo nie jest się w stanie odejść. na koniec próbuje się powiedzieć wszystkie kombinacje słów i dźwięków. żeby nie żałować? nie wiem. odchodzi się bez sensu.

sen jest koszmarny: niebieski ocean i czarne niebo. poza tym nic, żadnego ruchu. pustka. minuty kapiące nieskończonością do umywalki. krycie twarzy w dłoniach. czas, czas, godziny najeżone gwoździami przybijającymi deski do pustego powietrza. łamanie palców. swędzenie kącików ust. pierś przytłacza perspektywa miesiąca, trzech, czterdziestu lat. duszę się. pocą mi się ręce. bezsenność obezwładnia, ale nic nie da się zrobić. to się dokonuje, pozbawienie mnie mojego chleba czasu.
ciążę sobie bardzo swoją nagłą bezcelowością.

Brak komentarzy:

.-