3.3.09
leczę się z naiwności koreańskiej romantyczności.
uwielbiam synchronizację w czasie. dokładną precyzję nadgarstka ramienia łokcia. zawsze przychodzi do moich nieporadnych ramion a ja kątem oka dostrajam się do jego parusekundowej przerwy. potem dotyka mojego biodra i z barków wyrastają mi stalowe skrzydła. opór jest nie do zniesienia - mocno i mocniej, ale za to szesnaście i jeszcze mniej. to jest mój problem - nie potrafię na niego nie patrzeć. w nocy chcę znaleźć ukojenie, ale wszystko drętwieję i pociągi wiercą tunele w głowie. jęczę i mruczę litanię do tkanek. drętwieję cała i poci mi się czoło - gorąco we śnie suszy gardło. może to ten czarodziej nadaje moim nocom koszmarny ból ciała.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz