(mateusz powrócił. bezpodstawnie my... .)
dni są teraźniejsze. kino, choi, kawa, odwiedziny, parki chopina, minjeong i obiady. krótkie nibynóżki, niczym tu i teraz i tylko. granice nieskończone miasta, ulice zasypane neonami, mosty nad możliwościami. rozmowy układające, segregujące, kołyszące chłopca na stołku w kuchni. nowe, nowe smaki, rośliny doniczkowe z nasion. salto mortale w przesłości.
noce są przeszłe. cukierki, przystanki, geografie i dziennikartswa. bezstroskie zazdrości licealnych murów. porozumienia, tak naprawdę nigdy nie spotkane. niepokój w nieokreśloności. niewiedza albo niedopuszczanie świadomości. delikatnie infantylne. głuche samotności przy jękach i oczach ze ściany. zblazowane próby wiedzy. wszystko czarne smoliste rozgwieżdżone zimne albo słonecznie nieznośne. we śnie odwiedzaliśmy urodziny, choć nigdy nie stanęliśmy w tyle par oczu. nie chcę spać i powracać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz