14.9.08
z Najświętszą Panienką na ręku. Seks wszystko niszczy? Nie popiełuszka, popielnica. Gdzieś na dnie torby. Lansik musi być. Ona mówi, dzwoniłam do niej, pytałam, mówi, że ucieka. Ona mówi, ona pytała, jak to z tobą jest, a ja wzruszyłam ramionami, bo nie wiem. Ja pytam, ale czemu ona pytała. Panienko, widać, widać. Pory na twarzy, bo nie używasz toniku, tylko maźniesz od czasu do czasu spirytem. Brandy Alexander. Telefon milczy i ja milczę. Nie ma mnie, nie dzwoń, nie pisz. Zresztą, nie dzwonisz. Kolistymi ruchami mnie nauczył. Mogę o nim nie pamiętać, ale o kolistych ruchach tak. Rzeczywiście, zawsze wychodzi. Weź, przyjedź, pisze coś tak w telefonie. Ja nie wiem, czy mi się chce, czy mi się nie chce, potem wydzwania i zostawia wiadomości, ja naciskam tylko C albo krzyżyk. Wydmowe Chucie dopadły i mnie. Śnił mi się dzisiaj Murzyn. Musi już być źle. Źle, bardzo źle, Mateczko Przenajświętsza. Ale jak tą burą sukę, młotkowy, niech wyrżnie, jak tornado, włosy w nieładzie, mokrą plamą. Dzrwi nawet nie zamknie. Bełkot humbaków. Zupełnie jak Sigur Rós.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz