6.8.08

monotematyzm.

wsadzam wino do lodówki.

- jak ci tam było?

- w porządku.

- pisałaś, że okropnie.

- wtedy jeszcze okropnie. potem zrobiło się lepiej. ale wiesz, nic ciekawego do opowiadania.

- uhm.

nie jestem człowiekiem w pełni. mam wąskie zainteresowania. interesuje mnie "ja" i "dookoła mnie". lubię poezję, ale nie na kartach, lubię tą przeżytą i dotkniętą. nienapisaną z siebie. myślę patrząc na książkę, którą mi dała. czy chcę? nie wiem czy chce. jest mi to obojętne - wyrywanie krwistego mięsa z nieba i formowanie z niego siebie. one się pocą inaczej niż wszystkie inne części ciała. żeby tylko to, ale jeszcze palę światło i nie mam jakoś wyrzutów sumienia, że jeszcze nie wyprasowałam płaszcza. próbuję sobie przypomnieć coś wspaniałego, coś ciemnego i odległego, ale wiem, że po prostu rasowo monotematyzm jest wielkim balonem, do którego tylko on/ja/ona ma szpilkę. i popatrz, teraz wszystko zużyte, smutne jak kondom, cyniczne jak klaun. bo to znaczy Usa, Holandia, tak Piraci i Ogniem i Mieczem. to jest drugi mężczyzna jakiego spotykam. wyciskając herbatę przychodzi do mnie wielka ulga, coś jakby łzy, tylko że na lewą stronę i nie ma żadnych świecidełek i confetti i mimo to ona pocałowala dziewczynę. i jej się spodobało.

Brak komentarzy:

.-