14.8.08

fenomenalne h.ha.

H. pod powiekami szepnął:

Nie wybiera się Julii. Nie wybiera się Beatrycze...

Po zachodzie Julia połyka promienie wschodniego słońca. Powierzchnia wody układa się pod delikatnym dotknięciem wiatru. Promienie nie zostają w niej. Wracają do mnie.

H. tłukł mi w głowę swój Paryż i swoją Argentynę. I wszystko było w porządku. Kiedy zasnął, gwiezdne jego ptaki w trzepocie skrzydeł przypomniały:

...Nie wybiera się deszczu, który na ciebie pada.

Pijąc z ostatniego kubka rozmętnioną skórkę cytryny odkrywam woń palonej drewnianej afrykańskiej maski i krystalizuje się to wszystko w świadomość, że Julia nie jest z mojej opowieści. To są te dalekie nibynóżki, może Goethe by się uśmiechnął na poświęcenia, na "na przekór". Julia nie jest stąd, te [jej] wszystkie bogactwa Wschodu i dziedzictwa Zachodu. Ale jest jakiś punkt, w którym krzyżują się trakty nakreślone językiem. Wiem jedynie, że Julii opowieść nie jest moją.


Dla mnie deszcz, którego nie wybieram, a który moczy rękawy i osadza się na włosach.

Brak komentarzy:

.-