na wschodnim brzegu snu jej nagość tli się słabym oddechem. nogi ciasno rozrzucone w biegu przebijają się przez ciemność w stronę jasności. półksiężyce nożowych łydek spływają miękkością z bladego błękitu prześcieradła w ograniczoność przód i tył kolan. roztapiają się delikatnie powyżej by znów przez cieśninę rozlać się w głębokie jeziora ud. krągła satyna rozlewisk obleczona w ciepłą unoszącą się mgłę. podksórnymi rzekami echem odbija się królewska purpura. na brzegu chowa czarny trójkąt traw. pod powierzchnią kosmicznej równiny czekają na wybuch uśpione gwiazdy świecące czarnym i czernonym słońcem. można się do nich dostać prastarą jaskinią, któa swoją oczywistością zawsze zadziwia, nieraz budząc niesmak przeszłości zachwycając odmiennym kształtem. zaraz za nią kosmogeniczny jar półkolem opasujący talię. spłyca się i pogłębia w rytmie jej oddechów wszechświata. kiedyś przepłynął tędy statek Magellana zakrzywiając linie. kiedyś, chyba potem, wyrosły okrągłe obłoki potu i od tamtej pory jar ginie pokonany przez pierwotny embrion, którym przybiera ona postać. paralaksa skraca równinę. wyżej, torchę spłaszczone wysypisko nicości, łącznik między jaskinią i górami. tędy nocą padają Hiady, skurcze Wszechświata unoszące jej oddychający sen na zewnątrz. We wnętrzu dwóch bliźniaczych gór toczy się sen Kosmosu. piersi zniekształcone pozycją rozlewają się zamknięcie połykając gwiazdozbiory krążących nad nimi zaciśniętych w cierpliwości dłoni. agresja pięści spływa w zgięcie łokcia, gdzie spokój wahania w przód i w tył odnalazł miękki sutek, który oderwany od ust Heraklesa dał narodzenie. w dolinie między górami zgubiło się wielu wędrowców; Strzelec i Perseusz zostawili tutaj swoje Ramiona. Sen kończy się białą jasnością szyi i nie da się już udawać obojętności, kiedy zaraz za skarpą czekają usta. resztki onirycznych postaci uciekają między wargami. Słońce pochyla się nad źródłem, by napić się, ale włosy wędrujące po poduszce niewidzialnym szeptem pochłaniają jego zaklęte promienie. On krzyczy niemo wtapiając palce w jej zimnobarwne włosy. Serce uderza o ściany dzwonu wszechświata i budzą się jej oczy.
kosmos powraca do wielkiej niedostępności miliony lat świetlnych stąd.
"i nie będę się cofał,
a moim krokiem do przodu
zostanie odtąd
wahanie -
wieczny wybór najlepszego
ze środków"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz