17.3.08

szósta.

- a może Ty pójdziesz ze mną
- chętnie, ale

No to idę. W dół. Szukam dynamiki. W lesie statyka.
Wstawili nową szybę na przystanku. Oczy mam coraz większe.
drga, drży, kręci się i upada. bum, bach, ram tam tam.
wszystko takie zastałe. pościele i prania suszące się na balkonach. nic się nie rusza, wszystko stoi. ludzie idący stoją. autobusy jadące stoją. wielodziesięciometrowy blok przede mną powinien runąć albo wstać i iść, biec, biec! ale on stoi.
Idę. Nie mogę stać. Niebo stoi, kościół stoi, a ja muszę biec. biec, biec biec!
Stateczność statystyki bielawskiego krajobrazu powinna mnie uspokoić, ale ja właśnie nie chcę spokoju. Właśnie chcę, żeby się rozwalało, paliło, burzyło i przesuwało. Huczało i zawalało, dudniło i krzyczało. Nie chcę spokoju.
Oczy coraz szersze, palce coś tam sobie nucą.
Nogi same niosą w ciemność.
Tylko na cmenatrzu jakiś ruch. Umarłych ruch. Taniec. Krążą świece.
W górę, w dół. Klik-klak, klik-klak, mur, groby, mur, groby. Świece. Klik-klak. Kołysze mnie tak słodko melodia damskich obcasów.
Zachodzę tam. Nieświadomie po torach. Ktoś tam siedzi i ja się nie boję, tylko niech wstanie.
Jedzie jakiś samochód przeze mnie a ja nie czuję świateł białych ani czerwonych.
Wyjdziesz na chwilę?
Biegnę. W dół, w dół, w dół. Ciemno. Śmieję się biegnąc koło tych bloków. Tak się śmieję. Znajduję je w samochodzie. Potem w moim pokoju się zawalają, burzą, śmieją i piją. Biegną, one biegną i śmieją się, ale wstecz.

- no ja nie wiem, olce wróciło dawne zakochanie, dorocie też, a tobie biała?
- co?

Brak komentarzy:

.-