24.1.08

rozedrgane ujarane.

rodzeństwo zwierząt wypuszcza się z klatki na ciemne łowy. my będziemy szukać. znajdziemy sobie nawzajem. znajdę ja sobie i jemu, a on znajdzie sobie i mi. szukać będę jemu ich, ale on mi będzie szukał ją, bo jego mam i drżę zawsze z rozkoszy na przegubach światła. znajdziemy w szukaniu to, ale szukać trzeba wspólnie, żeby znaleźć całość. dlatego szukam mu ja, bo znalazłam kiedyś i samemu szukanie jest tylko pogłaskiwaniem, a nie wniknięciem. nie znajdę siebie, bo się nie zgubiłam, ale może szukanie będzie celebracją.
lepiej znaleźć jemu, żeby samemu nie zgubić się w sobie. szukam kochanki na dwa tygodnie, lichej i słabej jak wino cierpkie przepłukiwane śliną dwa razy. szukam, żeby móc stanąć znowu, poddać się, nie za duże słowo, przypatrywać się pracy rąk czerni pachnącego starością papierosów na niej na zewnątrz mnie. bo wiem, że ona nie przywrze do mnie, nie staniemy się jednością w dwa tygodnie. więc jest sens szukania dla stania? marzy mi się w skrytości, żebyśmy usiedli (on starością pachnący i ja bez zapachu określonego jeszcze) z kubkami pełnymi herbaty w samotności tylko nas dwojga przed kominkiem jego i uczyli się siebie.
ale to jeszcze nie to.
- rozbierzesz się dla mnie?
- po co?
- dla przyjemności.
- dobrze.
nie czuję kazirodztwa. więc to jeszcze nie to.
ale zaczyna się dzikimi wiśniami nad ranem. ja widzę, na pewno widzę coś, ale ona mówi, że to polityka. kiedy ja widzę wzruszenie, ona widzi politykę. nie chcę się kłócić, nie mam w tym celu, więc wolę już żeby to była polityczna ojczyzna schematycznie maturalna, niż wzruszenie Pragnienie nie zostanie zaspokojone. Więc jak ona pyta co, nie mówię, że nie wiem, ale że nie mam pojęcia. Och, wpajaj we mnie polityczną ojczyznę! Mów mi co mam czuć, matko schematów zbiorowiska naszego! Ile punktów dostanę za milczenie wobec klucza twego świętego?
zaczęło się, ale rozbudziło dopiero jakimś delikatnym muśnięciem całkiem świadomym ze strony którejś. ja mówię: o, całkiem jak z tamtą, gdy z nudów na czarnych deskach godziłyśmy w siebie pieszczotami przez całe godziny ukryte tylko żółtym światłem. gdyby tylko nudów nie było... we wrześniu ona gwałtem brała skórę mojej szyi podczas jasnego powietrza Umbrii i ja dlatego gwałtem brana być nie lubię. w ogóle mnie nie dotykaj, bo to profanacja dotyku jest (o ironio! Rilkego profanacja), gdy ty z nudów, a ja Rilkego. nie czujesz do mnie więcej niż nudy, to nie czuj ale i nie dotykaj. dlatego dzisiaj ja gwałcę szyję tamtej, żeby nienawistnie miłości jej się zachciało.
to jest właśnie to.
rozedrgany ujarany powrót do odkrycia, że się ciało posiada. przenośne źródło rozkoszy. że takie jałowe. i nie można ulec, bo każda uległość będzie klęską powrotu marzeń nierzeczywistych. płomień nie znający wody. lepiej zapobiegać, niż leczyć.

Brak komentarzy:

.-