20.12.07

lub jego brak.

i zawsze na końcu jest ta granica której nie można osiągnąć.
granica bólu.
granica, której pragniesz, żeby przyszła i ból nie bolał tak ciągle i stale w jednym miejscu ale rozprysł się tysiącem gwiazd.
krew zastyga.
tracę palce, nogi, ręce, brzuch.
minuty schłodzone w godziny bez ruchu.
żywy pozostaje umysł.
zasypia.
dopiero wtedy z dna siebie moje jedyne i prawdziwe j a w tej chwili opada w górę pełną śmieci zwartych śmierci chleba naszego powszedniego.
szarości wracają.
otulam się szczelniej kołdrą, bo brak krwi w moim ciele zabiera też ciepło.
jestem czystym duchem.
zasypiam śniąc szarość kontroli i chaos pragnień.

Brak komentarzy:

.-